Skip to content

Sny z prosektoryjnego obrazu…

 

„W końcu nagrodą za przeżyty koszmar jest przebudzenie się ze świadomością, iż był to tylko sen. 

11
Lubcie horrory?
Takie gdzie pełno jest krwi a bezgłowe zombi gonią głównych bohaterów, odrąbując im po drodze kawałki ciała?
Oglądacie je a potem kiedy idziecie do łózka spać macie wrażenie, że za firanką  czai się jeden z  potworów  z ów filmu?
A kiedy już śpicie senne koszmary nie dają wam spokojnie przespać nocy?

Miewacie koszmary? Sny, z których wolicie się szybko obudzić, poczuć rzeczywistość,  uzmysławiając sobie przy tym, że to tylko sen?
Bywają noce, kiedy złe obrazy powracają, znowu ożywają i nie są tylko echem przeszłości…?

Od kiedy zaczęłam staż na Medycynie Sądowej wiele osób pytało czy obcując na co dzień ze zmarłymi śpię spokojnie, czy obrazy których mam okazje doświadczać za dnia nie powracają nocą ze zdwojoną siłą próbując odebrać spokojny sen.
Pytali czy twarze zmarłych nie powracają w tychże koszmarach i czy się nie ich boję.

Szczerze powiedziawszy pamiętam tylko jedną twarz, „tą pierwszą”, reszta rozmyła się we mgle, została na zawsze anonimowa.
Myślę też, że zmarłych nie ma się co bać.  A widok człowieka bez głowy albo nogi nie jest wcale taki straszny.

I nie, nie miewam koszmarów z denatami w roli głównej. Koszmarami nazwać mogę wszystkie sny gdzie stawałam do sekcji i czegoś nie potrafiłam. Wyraz twarzy mych nauczycieli, ten grymas niezadowolenia. Oj tak, to były prawdziwe koszmary!
Do dziś zresztą w pamięci mej utkwiły się sekcje, w których to popełniałam, chociażby najmniejszy błąd
(ale o tym później, obiecuje)
Widziałam sporo. To niezaprzeczalny fakt niemniej od pierwszej sekcji obraz ten nie był przerażający.
Przecież każdy z tych ludzi żył, był człowiekiem podobnym do mnie i do Ciebie. I nieważne, że teraz jego ciało mało przypomina  te nasze.

Bywały dni, że było ciężko ale nigdy nie było dnia, ze bałam się stanąć przy zwłokach z powodu ich wyglądu.

Byli spaleni, utopieni. Byli w stanie głębokiego rozkładu, byli pokiereszowani w wypadkach drogowych, zaatakowani przez drapieżne zwierzęta. Były dzieci, noworodki a także dzieci, które nigdy nie przyszły na świat…

9Czułam odrazę? Chęć ucieczki?

Nie,
uczyłam się szacunku i wytrwałości.
Nie byłam tam aby robić wielkie oczy i wykrzywiać twarz w grymasie strachu.
Byłam by się przyzwyczajać i uodporniać.
I byłam tam także po to aby pomóc godnie zakończyć historię ich życia.

3 Comments

  1. terry terry

    To bardzo przerazajace ze wszyscy umrzemy jednakze ciekawimnie Twoj stosunek do.zy ia I do.smierci, jestem ciekawa jaka filozofie zycia ma osoba, ktora codziennie spotyka sie ze smiercia.. czy nie masz z tym problemu??

  2. Michas Michas

    Anka, czytam Twoj blog i czuje, jakbym Cie już znał! Jestes wspaniałą kobietą, zasługującą na wszystko czego zapragnie! I w dodatku śliczną :)

  3. Zaciekawiony wpisami na blogu dodaję go do zakładek i zaczynam czytać inne posty, dzięki 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *