Skip to content

Piękno umarlaka.

makeup-make-up-artist-make-up-large

 

(…) tym, o co naprawdę się troszczymy – i o co troszczyć się powinniśmy – jest raczej osoba niż ciało. Możemy szanować martwe ciało ale troszczyć się powinniśmy o świadomą istotę.


Znikamy. Znikamy umierając. Rozmywamy się w mglistym poranku śmierci.  Nasz głos cichnie, nasz wzrok blednie a ciepło oddechu niknie pośród chłodu ów poranka.

Znikamy. Po cichu. Bez zbędnego aplauzu.

Tak po prostu.

Znikamy.

Znikając jednak pozostawiamy tu na ziemi bagaż.
Zbyt ciężki, zbyt duży. Zbyteczny wręcz powiem.

Bo czy martwemu człowiekowi potrzebne będzie jeszcze ciało?

Czym właściwie jest martwe ciało?
Przecież nie jest już osobą, nie ma już imienia. nie ma nawet tego ciepłego spojrzenia, którym obdarowywało nas gdy się do niego uśmiechaliśmy.

Trup jest  pozostałością. Przecież nawet mówi się, że to zwłoki należące do iksińskiego, a nie martwy iksiński.  Tylko pytanie za sto punktów – gdzie teraz mieszka iksiński, skoro jego dotychczasowe ciało zameldowania spoczywa w trumnie?

Żyjemy. Tak! W porównaniu do iksińskiego mamy szczęście i żyjemy. W czasach kiedy ciało stało się wyznacznikiem naszego jestestwa. To ono dziś definiuje nas. Stanowi obraz tego kim jesteśmy. I nieważne, że bywają zwierciadła krzywe, popękane czy też zabrudzone. Żyjemy w czasach kiedy zbyt dużo się nie myśli, tak więc postrzegamy pobieżnie.
Aby móc dopasować się do społeczeństwa skupiamy się na naszej cielesności. Próbujemy za wszelką cenę zmieniać swą fizyczną naturę. Zamiast uczyć się akceptacji siebie uczymy się w jaki sposób  zmienić swoje „ja”.
Chcemy być wiecznie młodzi,  chcemy być piękni.
Tylko czy przypadkiem piękno z definicji nie jest subiektywnym pojęciem?
Ale nie popadając teraz w zadumę powiedzmy  sobie, że – tak – jesteśmy piękni, a raczej, że nasze ciało, wedle panującego akurat kanonu, jest piękne. Czy oznacza to także, że nasze życie jest również piękne?
I czy skoro żyjemy tacy piękni to umieramy również tacy?

Może to co napiszę jest smutne ale cóż i takie rzeczy istnieją na tym pięknym świecie – w chwili śmierci daleko nam do wyglądu śpiącej królewny czy śnieżki.
Umieramy brzydcy.

Cała ta sztuczna warstwa piękna, nakładana mozolnie latami za życia, pęka, osuwa się w głęboką przepaść. Zostajemy nadzy, bezbronni, choć właściwie powinnam napisać, że to nasze ciało zostaje nagie, bo nas już przecież nie ma. Rozpadamy się na kawałki niczym porcelanowa laleczka strącona z parapetu podczas wietrznego poranka. Rozpaczliwie oddalając się od pięknego zarysu człowieczeństwa.
Woń naszych perfum szybko przemija, niknie pośród zapachu naszej śmierci.
Kto był w prosektorium ten wie jak pachnie śmierć, jak pachnie trup. Wie, że tego zapachu nie da się zapomnieć, wymazać z pamięci. Trudno go opisać, przyrównać do czegokolwiek innego,
a dla tych którzy nie mieli przyjemności zawitać w prosektoryjnej sali zapach martwego ciała to mieszanina zapachu zgniłych ryb z (powiedzmy) zgniłymi owocami. Nieznośny zapach, który przenika przez pory naszej skóry, zapach od którego nie sposób uciec, nawet chowając się za grubym kołnierzem swetra.

Ale powróćmy do piękna umarlaka.

Czy trupy są ładne?

Nie.
Trupy są brzydkie.
Ale zmarli są piękni.
Piękni dzięki życiu które przeszli.
Każda istota żyjąca, każdy człowiek jest piękny.
Każda historia ów życia , każdy przeżyty dzień, każda myśl i uczucie –
– to jest piękno.
Ono tkwi przecież w nas, nie w naszym ciele ( bo ono naprawdę kiedyś zgnije)
Dbajmy o to piękno aby przetrwało nawet nasza śmierć.

tak, wiem jest to banalne.
ale nie oznacza iż nie jest prawdziwe.

2 Comments

  1. Michał Michał

    Głębokie, zmusza do refleksji. Czekam, aż bedziesz singielką i będę mógł zaprosić Cię na kolację :)

    • Anna Anna

      obawiam się, że będziesz musiał czekać długo 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *