Skip to content

Ciało.

 

10
Strzępki myśli zapisane na skrawkach papieru. Kłębki emocji zamknięte w tychże słowach.
Nieudolne odzwierciedlenia duszy. Nieudolne, bo jak przecież za pomocą szeregu liter nakreślić prawdziwość uczuć?
To tylko słowa. I może i zdobne, doskonale dobrane, to i tak ich ulotność jest zdumiewająca w porównaniu  z tym co osiedliło się we wnętrzu.

Nadszedł dziwny czas. Dziwny bo zupełnie dla mnie nowy. I zupełnie nie wiem czy to ten właściwy czas. Nitki czasu plączą gęstą pajęczą sieć. Niezdarnie się w niej gubie.

Konstrukcja anatomiczna to coś więcej aniżeli splot tkanek czy mięśni. Połączenia nerwowe, bodźcie, impulsy. Neuroplastyczność mózgu doprowadzająca niekiedy to totalnej konfuzji.

Architektonika ciała, którą pora najwyża naprawić. Zdecydowanymi ruchami zaczać nakreślać prawdziwość kształtów. I to nic, że krajobrazowość tracić będzie realizmem.

 Topografia. skala 1:1. 

Byłam atlasem głodu. Niewątpliwie. Z wyrażnie  zaznaczonymi nizinymi depresjami. O wszelkich wyżynach krągłości, wzniesieniach czy pagórkach nie było mowy.

To samo ciało, a jednak jak płynąca rzeka zmienne.
Obce, oswojone. Piękne, karykaturalne

Ale przecież każdy pejzaż zawiera w sobie nierówności. Niedoskonałości, które przenikają się z tym co doskonałe tworząc spojny obraz. Tworząc  sieć pięknie  współbrzmiejacych dźwięków.

Przecież to co z natury brzydkie zawiera w sobie element piękna, bo piękno jest subiektywnym odczuciem, czyż nie?

Niegdyś koślawa zbieranina brzydoty i rozpaczy stojąca przed lustrem odziana w wstyd . Dziś świadoma siebie  organoleptycznie doświadczam siebie. Nie doszukuje się już tylko wad. One są. I  pewnie będą. Dziś patrzeć chce szerzej, głebiej.

Bo to tylko ciało.

Oczywiście możemy postrzegać je jako zbroje, która źle dopasowana ugniata i uwiera.
Możemy odczuwać je jako skorupe zbyt ciasną by swobodnie żyć.
Możemy próbować zapanować nad nim. Walczyć niczym napastnik w rogu ciemnej uliczki.

Tylko czy ów napastnik nie walczy z własnym cieniem?

Możemy starać się zniknąć zmniejszając ilość cyferek na wadze. Tylko uwierz mi szczeście maleje wprostproporcjonalnie do nich.

 Bo to tylko ciało.

Dorastam. Co dzień zaczynając na nowo. Co dzień ciągnąc za sobą swój żywot. Swietlistość wyborów popędzana nowymi schematami. Zdumiewa, mnie samą niekiedy.
Błądze jeszcze , wiem. Uparcie błądze dążąc do celu.
Tylko czym jest ów cel? Jaką przystanią, jaką stałością by móc zatrzymać się i żyć w poczuciu spełnienia.

Z absurd chcę  wydobywać jego sens. Przekonać się jak bardzo zwodniczy potrafił być mój umysł.
Rozumowanie, którego nie sposób okiełznać.
Gra w chowanego, nocą w ciemnym lesie,
gdzie ucieka się przed sobą samym.
Pora wyjść z tegoż cienia, bo w dramacie nocy kolejnym aktem zawsze będzie dzień.

A ja już umiem żyć w jego świetle.

5

 

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *