Skip to content

The way.

11

Jak wrócić do miejsca, które miało tak dużo znaczyć.
Dla Ciebie samej przede wszystkim.
O Tobie miało świadczyć.
No właśnie jak?

Miewacie nieraz poczucie, że nie ważne jak daleko już zaszliście to tak naprawdę krążycie wokół własnej osi, niezachodząc właściwie donikąd
Obracam się wokół siebie. Toczę kręgi, wytyczam ścieżki. Ale widnokrąg pozostaje identyczny.
Z pozoru dobrze obrana ścieżka po pewnym czasie zdaje się być zwodnicza.
Zbyt dużo kroków, zbyt mały dystans.
Punkt wyjścia.

Może, o to w tym wszystkim chodzi,
o to, że nie powinno być celu ów podróży.
Że celem, tak naprawdę jest już sama droga.
Banalne,
a czasem jednak niebotycznie trudne do zrozumienia.

Ale, co gdy wybrana droga, obrany kierunek przestaje być tym właściwym?
Co gdy potykamy się napotkawszy na tejże drodze przeszkody.
Zbyt ciężkie do przerzucenia konary połamanych drzew.
Co począć, gdy nie idzie ich nawet obejść dookoła?

Zawracać?

Ciągłe powroty.
Ciągłe rozczarowania
Sobą przede wszyStskim.

Punkt zero.
Zbyt dobrze już znany
Zbyt dobrze znienawidzony.

Mapa
pomięta, wyblakła.
Czasem masz wrażenie, że nie znajdziesz już na niej nowej drogi.
Ze straciłeś już wszelkie szanse.
Mapa.
Mapa, która powinna być tylko pewnym punktem odniesienia.
Nie powinna być tak szalenie ważna.
Można przecież wyznaczać nowe, wspinać się po niemożliwym. Iść na przekór wytyczonym na niej dróżkom.
Można?

A może trzeba nam wyrzucić ją,
podrzeć, spalić.

Niech kierunkowskazem będzie nasze serce
Ot, tak
jeszcze jeden truizm w dzisiejszej historii.

Ale przecież muszę iść
a nie chcę już błądzić.

Ciemność minęła
I przecież nawet jeśli nadal panuje tutaj noc
to czy księżyc nie świeci dziś pięknie?
9

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *