Skip to content

10
Kiedy szklany klosze pęka,
kiedy z brzękiem lecisz,
z parapetu prosto na zimną marmurową podłogę.
Z ponaddźwiękową prędkością
nikt nie zdoła Cię złapać.
Lecisz,
spadasz,
z tupetem rozbijając się w nieładzie.

Kojarzysz tą scenę, prawda?
Ile razy już tak spadałaś dziewczynko?

A potem z pietyzmem, z mrówczą wytrwałością
kleiłaś,
Składałaś siebie
A za każdą koleją próbą
brakowało paru puzzli
Obraz nie był spójny
Nie stanowił jednolitego pejzażu, który mógł stanowić o Tobie.

Dzień po dniu.
Dzień jak dzień.
Dzień w dzień.

Zaplątana w gęstą sieć przemyśleń
Przykryta grubą kotarą codzienności
gdzie wszystko spowite było takim samym oddechem.

Niebo płaczę deszczem
A może deszcz będzie dziś zbawieniem?

Zamknij oczy dziewczynko
Policz wolno do trzech
<raz, dwa, trzy…>
Kogo widzisz spoglądając teraz w lustro?
Tak, to nie Ty
Tak, jesteś już gotowa
<odejść>.
Dorosłaś już do tego.

Dziewczynka o dużych, szarych, smutnych oczach,
oszczędna do bólu w słowach < i rzec by można w jedzeniu niegdyś też>
Odeszła.

I teraz wiesz, że to nie słabość zaczynać coś po raz enty.
Ze każda próba, która może przyczynić się do udoskonalenia nas samych warta jest każdego naszego wysiłku.
I każdego zaangażowania,
Bo gdyby tak nie było, to po co byłby marzenia?
Aspiracje,
chęć wspinania się po drabinie ku spełnieniu?

Innym może przychodzi to łatwiej,
może nie muszą tak lawirować na wietrze,
spadać z hukiem, składać siebie do kupy.
Ale pamiętajmy, że siłę człowieka  można utkać nawet z nitek słabości.

Jesteś silna
Jesteś kobietą.
7

One Comment

  1. Diesel Diesel

    Pieknie piszesz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *